znajdź książkę
katalog
newsleter
Zatracenie
23,00 zł
cena
16,10 zł
w promocji
Kup książkę
Osamu Dazai
Zatracenie
przekład: Henryk Lipszyc
opracowanie graficzne: Wiesław Rosocha
seria: Literatura przekładowa - wydania indywidualne
wydanie I
marzec 2015
oprawa miękka
format 123x197 mm
str. 132
ISBN 978-83-07-03354-9

Była chłodna, jesienna noc. Czekałem, tak jak byliśmy umówieni, na Tsuneko (nie bardzo pamiętam, ale chyba tak miała na imię; cały ja – żeby nie pamiętać imienia kobiety, z którą próbowałem odebrać sobie życie) przy ulicznym kramie w którymś z zaułków Ginzy i jadłem niesmaczne sushi. Ciekawe, że nie jestem pewien imienia dziewczyny, za to doskonale zachowuję w pamięci beznadziejny smak jedzenia. Mało tego, wciąż mam wyraźnie przed oczami ogolonego na łyso kucharza o twarzy przypominającej węża, jak kiwając się energicznie z boku na bok, lepi sushi, starając się sprawiać wrażenie wielkiego mistrza w swoim fachu. Co więcej, zdarzało mi się później kilkakrotnie, że w tramwaju moją uwagę przyciągała twarz, która wydawała mi się znajoma, po czym uświadamiałem sobie z rozbawieniem, że przywodzi mi na pamięć właśnie tego gościa od sushi. To, że z trudem przypominam sobie teraz imię tej kobiety, a nawet jak wyglądała, twarz zaś owego kucharza pamiętam tak wyraźnie, że mógłbym ją namalować, tłumaczę sobie tym, jak niesmaczne musiało być tamto sushi i jakie to było dla mnie nieprzyjemne. Prawdę mówiąc, nawet kiedy chodziłem z kimś do restauracji słynących ze znakomitego jakoby sushi, też wcale mi nie smakowało. Kawałki były na ogół zbyt duże. Zastanawiałem się, dlaczego nie umieją ich ulepić, jak należy, mniej więcej na grubość kciuka.

Tsuneko wynajmowała piętro w domu jakiegoś cieśli w Honjo. Popijałem sobie na leżąco herbatę u niej na górze, podpierając ręką policzek tak, jakbym okropnie cierpiał z powodu bólu zęba, i nie próbowałem nawet ukryć przygnębienia, które mnie nie opuszczało. Myślę, że lubiła patrzeć, jak poleguję u niej w tej pozie. Wyglądała, jak gdyby owiewał ją zimny, przejmujący wiatr, unoszący podmuchami zeschnięte liście. Sprawiała wrażenie kobiety całkowicie opuszczonej. Gdy tak odpoczywaliśmy, opowiadała mi o sobie – że jest dwa lata starsza ode mnie, że pochodzi z Hiroszimy, że jej mąż był tam fryzjerem, ale rok temu, na wiosnę, uciekli razem do Tokio. Mąż nie mógł tu jednak znaleźć porządnej pracy, w końcu przyłapano go na jakimś oszustwie i siedzi teraz w więzieniu. Chodziła do niego codziennie na widzenia i zanosiła paczki, ale dosyć tego – oświadczyła – od jutra więcej już tam nie pójdzie. Snuła tę swoją opowieść, a ja, sam nie wiem dlaczego, jakoś nigdy nie umiałem wzbudzić w sobie zainteresowania historiami, które kobiety opowiadają o swoim życiu. Może dlatego, że nie umieją dobrze opowiadać, a może niewłaściwie rozkładają akcenty, tak czy owak, puszczałem te opowieści mimo uszu. „Jestem taka  nieszczęśliwa” – w moim przekonaniu jedno takie krótkie wyznanie wzbudziłoby więcej współczucia niż najdłuższa opowieść z życia kobiety. I dziwię się bardzo, że nie zdarzyło mi się do tej pory od żadnej kobiety usłyszeć takich słów. Co prawda Tsuneko nie powiedziała wprost: „Jestem taka nieszczęśliwa”, ale coś jakby wąziutki, bezgłośny strumień skrajnego nieszczęścia opływał jej ciało, a kiedy się do niej przysunąłem, sam również znalazłem się w zasięgu oddziaływania tego prądu, który, połączony z moją skrajną melancholią, sprawił, że niczym „zwiędły liść osiadający na podwodnej skale” uwolniłem się od strachu i niepokoju. Było to zupełnie inne odczucie, niż kiedy beztrosko zasypiałem głębokim snem w ramionach owych głupiutkich prostytutek (one były przynajmniej zabawne). Tej nocy, którą spędziłem z żoną oszusta, poczułem się szczęśliwy i wyzwolony. (Tak stanowcze, bez wahania formułowane zdania nie powinny się już więcej znaleźć w tych dziennikach). Ale była to tylko jedna noc. Rano znowu okazałem się tym samym żałosnym pozerem, płytkim dowcipnisiem. Tchórz boi się nawet własnego szczęścia. Może skaleczyć się nawet kłębuszkiem waty. Szczęście może go zranić. Zależało mi, żeby jak najszybciej, zanim się poranię, odejść. No i, swoim zwyczajem, zacząłem rozciągać tę moją błazeńską zasłonę dymną. – Powiadają: „koniec pieniędzy – koniec romansu”, ale według mnie interpretuje się to opacznie. Bo nie chodzi o to, że kobiety rzucają faceta, kiedy kończą mu się pieniądze. Kiedy mężczyzna jest spłukany, jest, rzecz jasna, przygnębiony, pogrąża się w apatii, jego śmiech traci siłę, gorzknieje, aż na koniec, zdesperowany, to on rzuca kobietę. Przykro mi, ale tak objaśnia to powiedzenie Słownik języka japońskiego Kanazawy.

A ja mogę to zrozumieć. Pamiętam, że udało mi się chyba rozbawić Tsuneko tymi żarcikami. Zdawałem sobie sprawę, że ciągnąć tego nie można, bo może się to okazać niebezpieczne, i szybko się wyniosłem, nawet nie umywszy twarzy. Ale to moje niemądre powiedzonko o końcu pieniędzy i końcu romansu miało się jeszcze stać powodem nieoczekiwanych komplikacji.

o autorze
Dazai Osamu

Koszyk jest pusty
13,30 zł
Jerzy Giedroyc, Czesław
strona główna nowości zapowiedzi księgarnia wydarzenia kontakt dla autorów polityka prywatności mapa serwisu
Copyright © SW Czytelnik 2006 - 2017 | Projekt graficzny Maria Drabecka | Wykonanie: YELLOWTEAM.PL
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij