Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
znajdź książkę
katalog
newsleter
Dzienniki 1964-1980, t. III
cena
60,00 36,00 kup książkę
Jarosław Iwaszkiewicz
Dzienniki 1964-1980, t. III
opracowanie graficzne: Karolina i Hans Lijklema
seria: Dzienniki intelektualne
wydanie I
2011
oprawa twarda
format 150x210 mm
str. 676 + 8 wkł. ilustr.
ISBN 978-83-07-03262-7

17 października 1978
Wczoraj Karol Wojtyła wybrany na papieża. Telefonowałem do Jurka Lisowskiego, kogo mi radzi umieścić na Kremlu. W Białym Domu jest Brzeziński1, w Watykanie Wojtyła, a na Kremlu?
Przyjął imię Jana Pawła II.
Przeczytałem tego szwedzkiego Apollinaire’a w „Twórczości”, obejrzałem „Urbi et orbi” Wojtyły i potem mi się wszystko kłębiło przez całą noc. Nie mogłem spać, Szymek też.
Czytamy z Grażynką [Martenko-Obrąpalską] moje listy z października 1918 roku. Boże, cóż to za sześćdziesiąt lat! Kręci się wszystko w głowie i właściwie nie przyszło uspokojenie. Pulsuje wszystko jak dawniej – mimo tej niezliczonej ilości umarłych.

23 października 1978
Wczorajsza uroczystość na „moim placu”, na naszym placu. Jakoś miotali się po tym placu nasi ludzie w rzeczywistości i w imaginacji. I co za szamotanina. Niedawno Mickiewicz tak pociągnął Piusa IX za pantofel, aż ten musiał się oprzeć o stolik. To była zawsze walka o ten plac, o rząd dusz nie Polaków, ale o całe Universum. Czy Karolek potrafi walczyć o całe Universum?
Nawet taki Szymek, mało wzruszający się, płakał. Moment hołdu kardynałów był czymś tak wspaniałym. Takiego widowiska nie widziałem nigdy, tak do głębi wzruszającego i tak pełnego znaczenia.
Z tego poniżenia, w jakim trzymali nas Ruscy, Niemcy, z tych szyderstw, w jakich nas trzymali Żydzi amerykańscy, nagle ten splendor – i oczywiście to ubóstwo i ta prowincjonalność, jaka się rzucała w oczy – żałosne wszystko i takich o g r om n y c h rozmiarów. Kościół jeszcze taki wielki – i taki śmiesznie mały. O tyle większy od Jimmy Cartera i od pałacu Buckingham i od Dworca Sjezdow! Biedny Jerzy Zawieyski – ciągle o nim myślałem, patrząc na ten Rzym. On chyba zasługiwał na wejście do ziemi obiecanej. A może właśnie nie? Niezbadane są drogi Opatrzności.
Ale z jakimi uczuciami patrzyłem na ten plac, na te schody, na te fontanny. To ja powinienem był zostać papieżem.

10 listopada 1978
Wczoraj depesza od papieża a właściwie od kardynała Villot: „Ojciec Święty Jan Paweł II dziękuje bardzo za nadesłany Mu przez Pana w imieniu ZG ZLP telegram i wyrażone w nim życzenia. Sprawa pokoju i jedności Narodu leży Papieżowi bardzo na sercu. Poleca Bogu Was i Waszą twórczość. Życzy, aby służyła rozwojowi Narodu, pogłębiała wspaniałe polskie tradycje literackie, wnosiła trwały wkład do skarbca kultury światowej. Kardynał Villot”.

15 listopada 1978
W takim gdańskim almanachu, który właściwie jest gdańskim miesięcznikiem i który nazywa się „Punkt”, niejaka Katarzyna Bogucka-Krenz, która pisała pracę magisterską na mój temat, zamieszcza bardzo piękny esej pod tytułem Przyjaźń Iwaszkiewicza z Szymanowskim, w którym bardzo głęboko sięga w to zagadnienie. Niestety, tak jak ona przedstawia tę sprawę, idąc zresztą częściowo za Jurkiem Kwiatkowskim i analizując Dionizje, ktoś mógłby pomyśleć, że przyjaźń ta nosiła charakter erotyczny. Oczywiście Dionizje są kroniką straty, zerwania, okropnych dysonansów między przyjaciółmi (mowa tam i o morderstwach, i o bijatykach) – ale oczywiście to się wszystko odnosi nie do Karola, ale do Miecia [Rytarda], który zdaje się nie istnieć dla Jurka Kwiatkowskiego i dla innych badaczy, a który w tej epoce odgrywał tak zasadniczą rolę w moim życiu. Oczywiście przyjaźń z Karolem była wielką, znaczącą i bardzo ważną przyjaźnią – ale nie miała ani przez chwilę, nawet w Tymoszówce, zabarwienia erotycznego. Dlatego może była taka ważna, tak długotrwała i zostawiła takie ślady w moim życiu i w twórczości. Przecież sceny z Karolem odgrywają tak znaczącą rolę w Ogrodach i w Podróżach do Włoch, to znaczy w tym, co pisałem zupełnie ostatnio, a echa tej przyjaźni w tych ostatnich utworach są bardzo wyraźne. Być może Karol jest już w nich przetworzony, przekomponowany, ale zawsze bardzo ważny i zawsze bez kropli erotyzmu w moim wyobrażeniu, podczas kiedy Miecio staje się czasami symbolem złego erotyzmu: w Zenobii Palmurze, w Dionizjach, w Przypomnieniu jako ostatnie echo. Nie śmiem pisać o tym człowieku, a przecież trzeba by było odtworzyć go w galerii moich przyjaciół, chociaż dziwne, jak szybko wydostałem się spod jego wpływu, jak szybko i świadomie zlikwidowałem jego znaczenie, jak to moje wyrwanie się zachwiało całą jego równowagą. Ale inaczej być nie mogło. Ale to zestawianie Dionizji z Karolem bawi mnie. Może szkoda, że tak nie było?

16 grudnia 1978
Wczoraj w telewizji „Sześćdziesiąt lat życia partii”. Sześćdziesiąt lat okropności, tego wszystkiego, cośmy przeżyli, przetrwali, przenieśli przez ten czas, fale nieszczęść, zalew kłamstw i fałszów (nawet słówkiem nie wspomniano, że partia była zlikwidowana), ale nie tylko o partię chodzi, ale o całe polskie życie. Że mimo całego tego kompletu okropności, wojen, rozwałek, więzień i krwawych demonstracji my jakoś żyjemy, trwamy, tworzymy, że tyle pięknych rzeczy przez ten czas powstało, że tyle wątków życia wybiło się w górę z tych gruzów, zwałów, materialnych i moralnych. I że człowiek brał w tym wszystkim udział, że widział te rzeczy, że był w nich, że je oglądał, że je pamięta. Czasem tylko coś jaśniejszego, twarz Buczka na przykład, urok nieprawdopodobny, uroda i majestat Wery Kostrzewy, uroki pięknych spektakli, muzyka, co się rodziła w tym wszystkim, młody Lutosławski, Romek Padlewski, Inio Horodyński, Gajcy, Magda Morawska jadąca na rowerze środkiem ulicy Jasnej, kwartet Ravela w letni dzień u nas, pomiędzy jednym rozstrzałem a drugim. Czy to możliwe? Czy to wszystko było? Czy tylko śniło się w koszmarnym śnie?

31 grudnia 1978
Dzień i wieczór jak w tandetnym opowiadaniu sylwestrowym. Dwadzieścia stopni mrozu, śnieg pada i zawieja taka, że świata nie widać. Nie pamiętam takiego Sylwestra. Światło co chwilka gaszą i siedzimy w chłodzie, po ciemku. Na szczęście „mąż” Frani hojnie pali i w mieszkaniu nie jest bardzo zimno, choć jest silny wiatr i oba wielkie pokoje są puste. Wychodziłem na chwilę na dwór, ale ani ja, ani Migdałek nie mogliśmy wytrzymać na dworze i zaraz wróciliśmy do pokoju. Tak się kończy ten rok nieszczęśliwy, tyle śmierci, tyle chorób, tyle fatalnych wypadków na świecie. Choć są i zadziwiające: wybór Jana Pawła II, te dwie baby, jedna na Evereście, druga naokoło świata w samotnej łodzi. Obawiam się, że one są za głupie, aby docenić chociażby widok ze szczytu dachu świata czy też to, co mówi noc na oceanie. Mnie zresztą, gdy myślę o obu tych rzeczach, przejmuje dreszcz strachu.
U nas choroby i straszny nastrój, ja głuchnę coraz bardziej, ale nie staję się podobny ani do Beethovena – ani do Norwida. Obowiązuje mnie dzisiaj napisanie wiersza – od tylu lat już to robię. I jeden ranek więcej przeskoczony, zmieniona data, odmiana kalendarzy i notatników. Cóż z tego? Wczoraj byliśmy na pokazie Panien z Wilka Wajdy. Film mi się nie podobał – ale od czasu, gdy go zobaczyłem, ciągle o nim myślę. Przypuszczam, że jest wspaniały – i że nie mogę go tak od razu przyjąć, objąć. Taki szalenie polski – z tym cudownym widokiem na zakończenie i taki jak u mnie: tysiąc drobiazgów codziennych, charakterystycznych, psy, kury włażące do pokoju, konie, zaprzęgi, taki wiejski cmentarz, a poza tym czai się coś takiego wielkiego, nieobjętego jak ten klasztor w Drohiczynie, jak cała perspektywa zakończenia tego filmu. Myślę w końcu, że wyszła rzecz mocna (choć może niepopularna), ze wspaniałymi kobietami – zaczynając od Jaroszewskiej, która jest taką prawdziwą moją ciocią, a kończąc na tej fantastycznej Francuzeczce. Niby dobra wróżba na nowy rok kulturalny, ale nasze wyczyny kulturalne dobrych wróżb nie potrzebują. Inne sprawy przedstawiają się znacznie gorzej. Pomyśleć sobie, że Panny z Wilka napisałem czterdzieści siedem lat temu!
Miałem od Janion i Żmigrodzkiej list, w którym mnie nazywają „podróżnikiem po materialnym i duchowym, dzisiejszym i historycznym pejzażu polskim”. Niech to zdanie będzie wróżbą na przyszły rok.

 

inne książki tego autora
Koszyk jest pusty
strona główna nowości zapowiedzi księgarnia wydarzenia kontakt dla autorów polityka prywatności mapa serwisu
Copyright © SW Czytelnik 2006 - 2019 | Projekt graficzny Maria Drabecka | Wykonanie: YELLOWTEAM.PL