znajdź książkę
katalog
newsleter
Okupowanej Warszawy dzień powszedni
30,00 zł
cena
21,00 zł
w promocji
Kup książkę
Tomasz Szarota
Okupowanej Warszawy dzień powszedni
opracowanie graficzne: Maria Drabecka
seria: Humanistyka - wydania indywidualne
wydanie IV popr. i uzup.
2010
oprawa twarda
format 170x240 mm
str. 572
ISBN 978-83-07-03239-9

Fragment z rozdziału „Kina i teatrzyki jawne”:

Gdyby czytelnik tej książki miał jeszcze okazję przeprowadzenia błyskawicznej ankiety wśród znajomych lub rodziny i mógł zapytać ludzi przebywających podczas wojny w Warszawie, co kojarzy im się z okupacyjnym kinem warszawskim, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można przypuszczać, że usłyszałby informacje o bojkocie tej formy rozrywki oraz rzuconym przez podziemie haśle: „Tylko świnie siedzą w kinie”. Obowiązkiem historyka jest sprawdzenie wiarygodności podobnych informacji, w tym zaś wypadku dokonanie oceny, czy akcja bojkotu rzeczywiście zakończyła się powodzeniem. Fakt, że dziś prawie nikt nie przyznaje się do tego, iż podczas okupacji chodził do kina, jest co prawda w jakimś sensie triumfem organizacji małego sabotażu, która wspomniany slogan umieszczała na miejskich murach, nie oznacza jednak bynajmniej, by sale okupacyjnych kin pozostawały puste.
Komunikat o otwarciu pierwszych czterech kin w Warszawie ukazał się w „Nowym Kurierze Warszawskim” 19 listopada 1939 r., a pod koniec tego roku było ich już w mieście siedem. W końcu 1940 r. filmy dla Polaków wyświetlano w czternastu kinach, zaś pod koniec okupacji kin dla Polaków było siedemnaście. Rzecz znamienna, że władze hitlerowskie nie wydały zezwolenia na otwarcie kin w dzielnicy żydowskiej.
Od samego początku kina zostały podporządkowane Urzędowi Propagandy. Wytyczne w sprawie repertuaru wyraźnie zostały sprecyzowane. Gubernator Hans Frank w czasie konferencji z udziałem Josepha Goebbelsa 31 października 1939 r. stwierdził: „W grę mogą [...] wchodzić co najwyżej złe filmy, względnie takie, które obrazują wielkość i siłę Rzeszy Niemieckiej”. Do końca okupacji Urząd Propagandy stosował się do tych zaleceń.
Na ekrany okupacyjnych kin warszawskich dopuszczano prawie wyłącznie filmy niemieckie, przede wszystkim erotyczne, sensacyjne, przygodowe, wojenne. Wybitniejsze dzieła kinematografii niemieckiej były dla Polaków zabronione. Zakazano wyświetlania filmów produkcji państw uczestniczących w koalicji antyhitlerowskiej. […]
Nadzwyczaj rzadko na ekranach warszawskich kin pojawiały się w latach okupacji przedwojenne filmy polskie. Dnia 23 lutego 1940 r. odbył się w Warszawie pokaz filmu Druga młodość z Kazimierzem Junoszą-Stępowskim i Michałem Zniczem. Na plakatach widniał napis: „dla Polaków i Żydów”. W styczniu I941 r. grano na przykład komedię Fredek uszczęśliwia świat z Lodą Halamą, Antonim Fertnerem i Karoliną Lubieńską oraz Papa się żeni z Lidią Wysocką, Franciszkiem Brodniewiczem i Antonim Fertnerem. Dwa lata później warszawiacy mogli oglądać Wacusia z Mieczysławą Ćwiklińską i Adolfem Dymszą.
Od czerwca 1940 r. w warszawskich kinach zaczęto wyświetlać Wiadomości filmowe Generalnej Guberni, czyli kronikę filmową z komentarzem czytanym w języku polskim. W pierwszej z tych kronik zaprezentowano: zdjęcia Wawelu, przemówienie gubernatora Franka, reportaż filmowy o życiu religijnym w Generalnym Gubernatorstwie, pracę nad odbudową Warszawy oraz sprawozdanie z wizyty w redakcji „Nowego Kuriera Warszawskiego”.

Wiadomości filmowe miały spełniać ważną rolę w hitlerowskiej akcji propagandowej. Ich głównym zadaniem miało być ukazywanie dobroczynnego charakteru urzędów okupanta, podkreślanie niemieckich zasług, a zarazem przedstawianie życia ludności polskiej w formie sielanki. Czyż trzeba dodawać, że tak zarysowany program działania z góry skazany był na porażkę, a nawet odwrotnie – mógł pomóc do ośmieszenia i skompromitowania okupanta?
Podobną rolę jak kronikom filmowym przeznaczono filmom propagandowym, wyświetlanym na wolnym powietrzu. Taką formę oddziaływania zamierzano upowszechnić, jednak doświadczenia pierwszych pokazów temu przeszkodziły. Owe pierwsze pokazy odbyły się 19 i 20 lipca 1941 r. Już od rana 19 lipca megafony uliczne – jak zanotował Józef Dąbrowa-Sierzputowski – zachęcały warszawiaków do wzięcia udziału w tej imprezie. Wieczorem na kilku ekranach, zainstalowanych między innymi przed Dworcem Głównym, w parku Ujazdowskim i na Rynku Starego Miasta, dość licznie zgromadzonej publiczności zaprezentowano reportaż z walk na froncie wschodnim. Incydent, który definitywnie pokrzyżował plany Urzędu Propagandy, zdarzył się bodajże przed Dworcem Głównym. W momencie gdy na ekranie pojawiły się ochotnicze, pochodzące z różnych krajów legiony antybolszewickie, biorące udział w wojnie po stronie Niemców, spiker zwrócił się do widzów z pytaniem: „A gdzie Polacy?”. Z tłumu padła błyskawiczna odpowiedź: „W Oświęcimiu” – i to wystarczyło, by cała impreza spaliła na panewce.
Czas zająć się teraz wspomnianą na wstępie akcją bojkotową. Narodziny jej przypadają na grudzień 1939 r. Pierwsi z inicjatywą w tym względzie wystąpili członkowie konspiracyjnej organizacji Polska Ludowa Akcja Niepodległościowa (PLAN), którzy przeprowadzili w tym miesiącu gazowanie reprezentacyjnego kina „Napoleon”, mieszczącego się przy placu Trzech Krzyży u wylotu ul. Wiejskiej (późniejsze kino „Apollo”, od 1942 r. przeznaczone dla Niemców). Jak wynika z relacji Jerzego Drewnowskiego i Kazimierza Koźniewskiego, kiedy uczestnicy akcji rzucili w sali kinowej gazy łzawiące, większość widzów, wśród których nie brakowało oficerów niemieckich, ratowała się paniczną ucieczką. Akcję zamierzano niebawem powtórzyć w kinach „Imperial” i „Palladium”. Nie doszło do tego, gdyż pierwsze kino zostało chwilowo przez Niemców zamknięte, drugie zaś przekształcono na „nur für Deutsche” (zmieniając jego nazwę na „Helgoland”).
Już w 1940 r. zakaz chodzenia do kin pojawił się w prasie konspiracyjnej. Bojkot kin jako imprez organizowanych przez wroga stał się jedną z zasad kodeksu „podziemnego państwa”.
Od początku 1941 r. akcję przeciw kinom podjęła Organizacja Małego Sabotażu „Wawer”. Wówczas to właśnie pojawiły się nalepki „Same świnie siedzą w kinie”, najczęściej umieszczane w miejscu widocznym i łatwo dostrzegalne dla publiczności. Te same lub podobne napisy można było odczytać na murach, domach, kredą pisano je na chodnikach. Jednocześnie z rozlepianiem nalepek i wypisywaniem haseł przeprowadzano gazowanie kin, co zostało w terminologii konspiracyjnej określone mianem „smrodów dmuchanych”. Niekiedy akcję rozpuszczania w kinach gazów łzawiących lub duszących uzupełniano niszczeniem aparatury projekcyjnej, w pewnych też wypadkach udało się wywołać w kinach pożary. Zazwyczaj w wyniku akcji seans trzeba było przerwać z powodu paniki wśród widzów. Często po wyjściu z kina czekała ich nowa niespodzianka – okazywało się bowiem, że w tłoku niewidzialna ręka oblała ubranie żrącym kwasem lub je paskudnie poplamiła.
Istotnym argumentem w akcji bojkotowej było podawanie do wiadomości publicznej danych dotyczących pieniędzy ze sprzedanych biletów kinowych. W początku 1941 r. wpływy z tego źródła wynosiły 32 tys. zł miesięcznie. Dnia 15 października 1942 r. podziemie rozlepiło w Warszawie świetnie podrobiony plakat z podpisem szefa Wydziału Propagandy, Wilhelma Ohlenbuscha. W tekście apelowano do mieszkańców miasta, by częściej chodzili do kina, gdyż pieniądze są przeznaczone „na dozbrojenie armii niemieckiej”.
[…] Aurelia Wyleżyńska pod datą 5 stycznia 1942 r. pisała o tłumach gromadzących się w niedzielę przed kinem „Imperial”. Ta sama kronikarka w początku 1943 r. zwracała uwagę na kolejki ustawiające się przed kasami kin. Jej zdaniem w kolejkach zdecydowanie przeważała młodzież. Oczywiście nie tylko młodzież zapełniała sale kinowe. Opinia Srokowskiego, że wśród widzów przeważała zdecydowanie „hołota”, też nie odpowiadała chyba prawdzie. Sądzić należy, że widzowie w okupacyjnych kinach warszawskich rekrutowali się z różnych warstw społeczeństwa. O ludziach tych – reprezentujących „Warszawę państwa Kowalskich” – tak pisano w opracowaniu Życie kulturalne Warszawy, dołączonym do sprawozdania Delegatury Rządu z jesieni 1942 r.: „Czasem jest im tak smutno i ciężko, tak pragnęliby bodaj na godzinę zapomnieć, że w mieszkaniu głodno i ciemno, że wczoraj zastrzelono syna sąsiadki, że bratowa dostała wiadomość o śmierci ojca w Oświęcimiu, że idą do kina. Bardzo nikła przyjemność: stojąc w ogonku przed kasą drżą, że aż zanadto znane andrusiaki Walki Cywilnej obleją im ubrania żrącym kwasem, jak się to wczoraj zdarzyło Pawłowskiej z naprzeciwka. Jedyne ubranie. Film jest szkaradny, głupi, niedbale sklecony, źle grany. Dodatek tygodniowy opiewa zwycięstwa niemieckie. W drodze powrotnej niewidzialna ręka przyczepia Kowalskim na plecach kartkę: Tylko świnie siedzą w kinie. – co za wstyd”.
Zdawać by się mogło, że wszystkie opisane środki powinny doprowadzić do pustki w salach kinowych. Stało się jednak inaczej. Ustalenie frekwencji widzów kinowych w okupowanej Warszawie napotyka duże trudności. Właściwie jedyne nadające się do wykorzystania dane liczbowe opublikowano w wewnętrznym biuletynie AK („Informacja Bieżąca” z 16 czerwca 1942 r.). Dowiadujemy się stamtąd, że w styczniu 1940 r. kina warszawskie odwiedziło 116 tys. widzów, w styczniu 1941 r. – 235 tys., zaś w styczniu 1942 r. – 501 tys. Dla porównania: w roku 1938 było w Warszawie 70 kin, widzów zaś 15 372 tys., co daje średnią miesięczną na jedno kino 18 300 widzów. Uwzględniając liczbę kin w Warszawie w latach 1940–1942 otrzymamy następujące dane o liczbie widzów, przypadających na jedno kino: w styczniu 1940 r. – 19 333 widzów, w styczniu 1941 r. – 16 786 i w styczniu 1942 r. – 38 538. Choć zestawienie to nie jest w pełni poprawne, nie uwzględniono bowiem danych o liczbie miejsc i seansów, zdaje się być jednak wystarczającym dowodem, podważającym definitywnie mit o pustych salach kinowych podczas okupacji. Mimo wielkiego wysiłku podejmowanego przez różne czynniki Polski podziemnej akcja bojkotu kin zakończyła się fiaskiem. Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się stało, dlaczego hasło bojkotu nie chwyciło?
Częściowym wytłumaczeniem mogą być te same przyczyny, które zadecydowały o porażce innej akcji bojkotowej, dotyczącej prasy jawnej. W obu wypadkach nie uwzględniono realiów okupacyjnej rzeczywistości oraz nie wzięto pod uwagę względów natury psychologicznej. Społeczeństwu postawiono po prostu zadania, których nie było ono w stanie wypełnić. W przypadku prasy przeważył głód informacji, w przypadku kina – głód rozrywki. Akcja bojkotu kin miała zresztą minimalne szanse powodzenia także z innych powodów. W grę wchodziła olbrzymia popularność kina przed wojną. W roku 1937 było w Warszawie więcej kin, więcej miejsc w kinach i więcej widzów kinowych niż w roku 1967! Podczas okupacji z siedemdziesięciu kin przedwojennych pozostało Polakom kilkanaście, a przecież w tym samym czasie zabrakło wielu konkurencyjnych form spędzania wolnego czasu, odpadła choćby możliwość oglądania wystaw czy zawodów sportowych. Usamodzielnienie się młodzieży, dysponowanie przez nią własnymi, zarobionymi pieniędzmi, rozszerzyło jeszcze zastępy miłośników X muzy. Słuszna jest więc chyba opinia Aurelii Wyleżyńskiej, że właśnie młodzież stanowiła gros okupacyjnej publiczności kinowej (zapis z 1 stycznia–30 marca 1943 r.). W owych latach młodzież była w opinii publicznej potępiana za oglądanie filmów, czy dziś owo potępienie należy podtrzymać? Można co prawda ułatwić sobie zadanie, mówiąc, że do kin chodzili inni chłopcy i dziewczęta niż ci, którzy uczestniczyli w tajnych kompletach czy z bronią w ręku walczyli z okupantem. Byłoby to jednak zbytnie uproszczenie, gdyż często byli to oczywiście ci sami ludzie. „Ta sama młodzież – pisali Jerzy Drewnowski i Kazimierz Koźniewski – która na ulicach miast z pogardą śmierci, w bezmiernej ofiarności walczyła z Niemcami, która ginęła i były rozstrzeliwana, w nader licznych wypadkach nie umiała oprzeć się pokusie srebrnego ekranu”. […]
Na zakończenie informacji o okupacyjnych kinach Warszawy drobna ciekawostka. Mało znany jest fakt, że także na tym polu istniało życie podziemne. Jego przejawem była działalność tajnego kina „Zyzio”, mieszczącego się na Pradze, w mieszkaniu prywatnym. Oto kilka szczegółów podanych przez inżyniera Zygmunta Koczorowskiego. Na widowni ustawionych było dwadzieścia pięć krzeseł, na stoliku stał ręcznie kręcony aparat kinowy marki Pathé; osobne pomieszczenie przeznaczono na poczekalnię, kasa mieściła się w przedpokoju. Seanse odbywały się raz na tydzień począwszy od wiosny 1940 r. Wyświetlano wyłącznie filmy nieme, do których jako akompaniamentu używano gramofonu, a niekiedy gry na organkach lub mandolinie. Cały dochód właściciel lokalu przeznaczał na prasę konspiracyjną. Początkowo widzami było grono sąsiadów i przyjaciół organizatora kina, później krąg ten znacznie się rozszerzył i na Pragę zaczęli się zjeżdżać kinomani z całego miasta.

Koszyk jest pusty
13,30 zł
Jerzy Giedroyc, Czesław
strona główna nowości zapowiedzi księgarnia wydarzenia kontakt dla autorów polityka prywatności mapa serwisu
Copyright © SW Czytelnik 2006 - 2017 | Projekt graficzny Maria Drabecka | Wykonanie: YELLOWTEAM.PL
Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij